O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizmatyka

Dyskusje na wszelkie tematy związane z numizmatyką.

Moderatorzy: meszuzel, wordlord

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez orgmulmul » 25 Cze 2014 21:04

To ci dopiero opowiesc!
Awatar użytkownika
orgmulmul
 
Posty: 46
Rejestracja: 03 Paź 2013 17:10

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez Ficv » 25 Cze 2014 21:20

orgmulmul napisał:To ci dopiero opowiesc!

Trochę mi przypomina to post numizmatyka z 50-letnim doświadczeniem...
Fajnie, że ktoś w tak młodym wieku interesuje się numizmatyką. Tylko nie spamuj odpowiedziami z podwójnych kont, bo nie będziemy się chcieli z tobą bawić. Nasza piaskownica ma swoje zasady! :)
Awatar użytkownika
Ficv
 
Posty: 592
Rejestracja: 11 Sty 2013 15:01
Miejscowość: Gdańsk

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez Uszy1201(Stary-Sklep) » 26 Cze 2014 20:38

NONO 5 lat to szmat czasu heheh
Uszy1201(Stary-Sklep)
 
Posty: 1256
Rejestracja: 03 Wrz 2013 22:16

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez wordlord » 26 Cze 2014 21:36

Dla kogoś kto ma 12 lat to prawie połowa życia :D
Zbieram, więc jestem.
Awatar użytkownika
wordlord
Site Admin
<b style='color: #ff0000'>Site Admin</b>
 
Posty: 7997
Rejestracja: 13 Sty 2009 20:36
Miejscowość: Łódź

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez marek.k » 26 Kwi 2015 02:30

Opowiem, co pamiętam. Pierwsza moneta, która utkwiła mi w pamięci, to było 20 złotych z Marcelim Nowotką. Nie wiem czemu zapamiętałem właśnie ją. Miałem wtedy cztery, może pięć lat i dziadek dawał mi pieniądze, żebym sobie coś kupił i między drobniakami często była właśnie ta moneta. Brałem ją w palce i z dumą oznajmiałem, że to 20 złotych z Nowotką. Pamiętam też, że dziadek rzucał mi z okna na pierwszym piętrze drobniaki, i że one często turlały się z chodnika na ulicę, gdzie jeździły samochody. Dziadek poszedł po rozum do głowy i zaczął zawijać monety w kawałki papieru, żeby były mniej skłonne do niekontrolowanych ucieczek. Odwijałem je, odrzucałem papier i z garścią monet wkraczałem do pizzerii mieszczącej się na parterze budynku, w którym mieszkaliśmy i kupowałem tam pizzę na wynos. To /na wynos/ było szczególnie ważne. Kiedyś dziadek zawinął monetę w banknot, a ja wyrzuciłem go jak zbędny papierek, bo pieniądzem była przecież moneta. Nie pamiętam dokładnie jaki to był banknot, ale dziadek krzyczał z okna, żebym łapał ten papierek, więc go uratowałem. Chyba w ten sposób zainteresowałem się pieniądzem papierowym. Pamiętam dokładnie, że czasem dziadek rozkładał przede mną różne banknoty i pozwalał mi wybrać jeden, a ja niezmiennie wybierałem 50 złotych ze Świerczewskim, bo było z milicjantem. Widać, że mundur to było dla mnie coś. Potem już połapałem się, które banknoty lepiej wybierać, ale dziadek też zmądrzał i już nie dawał mi wyboru. Pamiętam jak pewnego zimowego dnia przed delikatesami na starówce ujrzałem w śniegowym błocie zmięty banknot dwudziestozłotowy z Trauguttem, podniosłem go i zobaczyłem, że to Dąbrowski, a po rozwinięciu okazało się, że to 2 tysiące z Mieszkiem i Chrobrym! Pokazałem znalezisko mamie, która oczywiście je przechwyciła. Kupiła mi samochodzik – białą karetkę pogotowia – i myślała, że będzie miała mnie z głowy. Ale ja jej do dzisiaj wypominam, że mnie oszukała. Dziadek zbierał też monety okolicznościowe, właściwie słowo /zbierał/, to stanowczo za dużo powiedziane. Bliższe prawdy będzie powiedzenie, że miał kilka tych monet i się ich nie pozbywał. Pokazywał mi je czasem - byli tam m.in. polscy królowie. Kilka tych monet mam do dzisiaj.

Potem... potem jakoś przygody z monetami się kończą i na nowo pojawiają się, kiedy miałem lat jedenaście, może dwanaście. Wtedy nagle rozbłysła moja pasja numizmatyczna. Nie wiem, czy to był impuls, ale pamiętam dość dokładnie jedno wydarzenie. Było lato, leśna droga i nagle w piasku ujrzałem malutki okrągły przedmiot. Był szorstki i zielony. Ale tę szorstkość i zieleniznę dawało się usunąć. Tata mi pokazał jak to zrobić – na spodniach, na kolanie. Trzeba było trzeć, aż do poczucia gorąca. Pamiętam miedziany kolor tej monety, to, że była niemiecka i datę – 1854. To było naprawdę coś! Chyba właśnie wtedy dotarło do mnie, że moje miasto, Olsztyn, nie zawsze było polskie. Potem znajdowałem jeszcze sporo fenigów u kolegi na podwórku. Mało którą ominęło polerowanie na spodniach. Szybko odkryłem też, że mam w klasie innego kolegę, który też zbiera monety i różne odznaki. Zrobiłem z nim masę wspaniałych interesów! Później okazało się, że podprowadzał je wujkowi. Część musiałem zwracać, bo podobno były szczególnie wartościowe. Nie byłem tym zachwycony, ale trudno. Do dzisiaj mam od niego 1 pensa chyba z roku 1968, a jeszcze do niedawna miałem odznakę 5 Pułku Piechoty Piłsudskiego (gdzieś mi zniknęła w tajemniczych okolicznościach). Pamiętam, że ten pens bardzo mi się podobał i pewnie dałem za niego coś cennego. Monety zdobywałem też kupując je na rynku przy ulicy Grunwaldzkiej. Pamiętam, że sprzedawca to był chudy, stary facet, który ciągle zdawał się lękać, że przyszliśmy go okraść. Sprzedawał nam co chciał, a my byliśmy szczęśliwi. Pamiętam przedwojenne grosze, złotówki i to jak babcia się uśmiechała na ich widok. Do dziś mam z tego rynku 2 złote z 1934 roku w nikczemnym stanie. O jakichś katalogach może i słyszałem, ale na pewno nie doskwierał mi ich brak. O wartości monety decydowała data jej wybicia, dlatego jestem pewien, że na przykład nędzny miedziak z roku tysiąc osiemset któregoś był dla mnie cenniejszy niż srebro z dwudziestolecia międzywojennego. Monet nie traktowałem ze szczególnym pietyzmem, a wręcz odwrotnie. Nawet wymyśliłem sobie pewną zabawę, którą określiłem mianem wojny monet, ale oszczędzę opisu jej reguł. Pamiętam też, że pewnego dnia zakopałem w ogrodzie słoik pełen monet, ale czy go później nie wykopałem – tego pewien już nie jestem. Możliwe, że ciągle tam jest. A potem... a potem straciłem zainteresowanie monetami, skończyła się podstawówka i zaczęło liceum. Duża zmiana w życiu. Może niezupełnie monety stały mi się obojętne, ale skupiłem się na zupełnie czymś innym. Co prawda czasem coś znalazłem z wykrywaczem, albo przypadkiem (boratynkę – też gdzieś przepadła), ale nie pracowałem nad powiększeniem kolekcji, a to co miałem wykruszało się.

Ni z tego ni z owego moje zainteresowanie monetami obudziło się ponownie w styczniu 2015 roku – w tym roku skończę 38 lat. Nie wiem zupełnie dlaczego, ale pewnego dnia po prostu kupiłem przez internet 3 marki z Wilhelmem z roku 1908. Potem szwedzkie 2 korony z 1938, a potem jeszcze kilkadziesiąt różnych monet, w większości srebrnych. Kupowałem według prostego klucza – co mi wpadło w oko. Zupełną nowością w porównaniu do lat mojego pierwszego zafascynowania monetami był sposób zakupu – przez internet. Ten sam wynalazek umożliwia też dotarcie do informacji, o których dawniej nawet nie śniłem. To olbrzymia różnica. Szybko zauważyłem zupełną dla mnie nowość, a mianowicie monety bulionowe. To taki pierwotny nośnik wartości, chyba pierwsze monety były z charakteru najbardziej podobne do dzisiejszego bulionu. W sumie to sztabki, ale jak wytłumaczyć, że taka sztabka sprzed 20 lat osiąga cenę wyższą o kilkanaście procent niż identyczna sztabka z roku bieżącego? Czym jest te kilkanaście procent, jeśli nie wartością kolekcjonerską, wręcz numizmatyczną ...? Zresztą mniejsza o to, bo to, co najbardziej mnie zainteresowało w bulionówkach to kolorowe ich wersje. W moim dzieciństwie tego nie było, więc kupiłem kilka takich monet tu i tam. Ładne one są, owszem, ale jednak nie zachwyciły mnie na dłużej i bez większego żalu je odsprzedałem (z zyskiem, ha!). Wyszło na to, że jestem w tej materii tradycjonalistą, bo jednak moneta musi być metalowa. Tak czy inaczej wynalazki te spełniły swoją inwestycyjną funkcję. Kilka jeszcze mam (a na kilka jeszcze czekam) i chyba je sobie zostawię.

Próbowałem też rozbudzić w sobie uczucie do lustrzanek – nadaremnie! Powinienem iść za głosem intuicji i pamiętać, że przecież dziadek, wujek, a nawet jeden z moich szkolnych kolegów zbierali te cuda, że miałem już z nimi kontakt, a jednak między nami nic nie zaiskrzyło. Wpadały też czasem w moje ręce 2 złote NG i owszem, niby je gdzieś odkładałem, ale zawsze nieskutecznie. Z drugiej strony, jeśli się czegoś nie spróbuje, to potem można żałować. Rozumując w ten sposób postanowiłem nabyć coś w NBP. Mój wybór padł na serię Historia Monety Polskiej. Mam trzy pierwsze monety i tej ostatniej nawet nie rozpakowałem, bo w sumie po co? Wiem przecież dokładnie jak wygląda, a im mniej będę przy niej majstrował, tym większa szansa, że nic się jej nie stanie. No więc leżą sobie owe trzy skarby w stanie menniczym i jakoś nie potrafię cieszyć się nimi. Wątpię, a właściwie jestem pewien, że nie uzbieram całej serii, i że je wkrótce sprzedam (póki jeszcze są coś warte).

Nie mam jeszcze żadnej monety antycznej, chociaż z punktu widzenia zainteresowań, byłyby mi najbliższe... złota era Peryklesa i sowa w garści, którą być może gardził Sokrates, ech... to jest dość kusząca wizja, ale raczej zbyt kosztowna. Monety, które kupiłem w ciągu ostatnich miesięcy są różne, ale można wyróżnić pewne trendy. Po pierwsze monety niemieckie, pruskie, a więc te, od których właściwie wszystko się zaczęło i które znajdowałem na swoich starych śmieciach. Po drugie monety szwedzkie, bo w Szwecji obecnie mieszkam i jakoś pełno ich wokół, są zwyczajnie pod ręką. Po trzecie Wolne Miasto Gdańsk – najwyższy nominał to 1 gulden, koga z 1923 oraz nieco drobiazgu - podoba mi się ich lekka elegancja. I po czwarte...

...kupując tak to i owo nabyłem... właśnie... pewną monetę, która początkowo mnie nieco zirytowała. Po prostu nie mogłem jednoznacznie określić jej wariantu. To najstarsza moneta, jaką kiedykolwiek posiadałem, a więc według mojej skali z dzieciństwa – bezwzględnie najcenniejsza. Jest z roku 1622, jest srebrna, a postać na niej umieszczona jest mi w pewnym sensie bliska. Zapłaciłem za nią około 60 złotych a stan oceniam entuzjastycznie na 3. To ort koronny Zygmunta III. To, co mnie najbardziej z początku denerwowało, to fakt, że właściwie wszystkie monety z tego rocznika jakoś się do siebie różnią. Niby drobiazgiem, ale takie drobnostki na bardziej współczesnych monetach powodują gigantyczne różnice w wartości, a tu nic – ot, zatkany stempel albo nieuważny mincerz. Zainteresowałem się nieco bardziej tym egzemplarzem i sposobem jego produkcji. W międzyczasie namierzyłem kolejny podobny egzemplarz z roku 1621, ale dużo ładniejszy i też go nabyłem. Już się czaję na kolejne i wiem o tych monetach coraz więcej. Po raz pierwszy w mojej… hmmm... karierze numizmatycznej postanowiłem zaopatrzyć się w odpowiedni katalog, a więc w publikację I.Szatalina - książka jest już w drodze do mnie. I to na dzień dzisiejszy wszystko, sam jestem ciekawy jak ta historia potoczy się dalej. Wklejam to bez większego poprawiania, na gorąco, póki się nie rozmyśliłem, chowam orta do albumu i idę spać, bo widzę, że już późno się zrobiło :)
marek.k
 
Posty: 15
Rejestracja: 02 Kwi 2015 13:21

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez PawelIg » 26 Kwi 2015 08:33

Czytało się jak dobrą sensację. Intrygujący wstęp, strzeliło mnie jak zacząłeś o bulionówkach, ale bardzo szybko odratowałeś sytuację i historia wróciła na dobry trop. :).

Co do historii z monetami kontra banknoty: jakiś czas temu odpaliłem siostrzeńcowi kilka złotych w banknocie. Chodziło bardziej o kieszonkowe niż o kolekcjonerstwo. Patrzę, że dzieciak się krzywi... Pytam się "o co chodzi?", a on do mnie że takich nie chce, że bardziej pasują metalowe. Kajtek nie do końca kojarzy warość pieniądza, ale instynktownie przypisuje większą warość monetom. Zupełnie tak samo jak opisujesz to na własnym przykładzie.
Awatar użytkownika
PawelIg
 
Posty: 916
Rejestracja: 26 Lis 2012 04:42

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez Morgon » 26 Kwi 2015 16:32

Fajna opowieść. Mam nadzieję, że będziesz pisywał na forum.
Awatar użytkownika
Morgon
 
Posty: 1006
Rejestracja: 04 Wrz 2012 08:48

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez marek.k » 26 Kwi 2015 22:45

Cieszę się, ze się podobało. Sam jestem zdziwiony, że aż tyle tekstu wyszło, zazwyczaj jestem duuużo oszczędniejszy w słowach. Pisać pewnie czasem będę, ale na podobnie obszerny tekst nie ma raczej szans. W sumie mogłem podzielić to na odcinki. Poukładałem sobie pewne fakty i gwoli ścisłości muszę dodać, że miałem wtedy najwyżej cztery lata, a pens był z roku 1962. Reszta się zgadza.


PawelIg napisał:Co do historii z monetami kontra banknoty: jakiś czas temu odpaliłem siostrzeńcowi kilka złotych w banknocie. Chodziło bardziej o kieszonkowe niż o kolekcjonerstwo. Patrzę, że dzieciak się krzywi... Pytam się "o co chodzi?", a on do mnie że takich nie chce, że bardziej pasują metalowe. Kajtek nie do końca kojarzy warość pieniądza, ale instynktownie przypisuje większą warość monetom. Zupełnie tak samo jak opisujesz to na własnym przykładzie.

- to dlatego, że dzieci są mądre, a potem idą do szkoły :D
marek.k
 
Posty: 15
Rejestracja: 02 Kwi 2015 13:21

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez wordlord » 28 Kwi 2015 01:02

Ja w dzieciństwie też wolałem monety. Zacząłem się zastanawiać właściwie czemu tak było, bo przecież banknoty przecież na korzyść banknotów przemawia ich zdobność, ale już chyba wiem. Banknoty nadawały się tylko do patrzenia :D Wieża zbudowana z banknotów jakoś mało imponująco wyglądała, a i skąd ich tyle wziąć by porządną konstrukcję zbudować. Samolociki zwinięte z banknotów też za dobrze nie latały, a do konstrukcji piłki też ich nie używałem, bo sreberka po kanapkach dużo lepiej się nadawały. Właściwie zostawało ułożenie ich w albumie i patrzenie na ich piękno, tylko znowu pojawiał się problem w jakim? Przecież człowiekowi do głowy nie przyszło, że są takie specjalne, dedykowane do banknotów, a albumy na zdjęcia po każdym powrocie w wywołaną kliszą mama zabierała. No dobra może nie każde ale w pozostałych mi przechowywałem karteczki z notesów z Królem Lwem,a to przecież jedna z największych świętości była: Do klaserów filatelistycznych też za bardzo nie pasowały, a książkach już trzymałem zasuszone liście, więc zostawała jakoś kaperta, zapomniana i porzucona gdzież na spodzie szuflady.
Natomiast monety to zupełnie inna bajka, można je było układać przekładać mieszać, segregować nominałami lub rocznikami o grach jak bilard lub kapsle nie wspomnę. Robiło się też na nich pierwsze szlify w grze w pokora lub po prostu układało w jak najwyższą wieżę. No i na koniec gra tępiona przez nauczycieli i pogardzana przez niewiasty, pokazując prawdziwe męstwo i budząca szacunek... starszaków w podstawówce :P Nazywało się to po prostu gra w pieniążek, ale o niej napiszę szerzej inny razem.
Tak czy inaczej monety zawsze były górą przynajmniej w oczach kilku czy kilkunastoletniego letniego dzieciaka, bo dużo wolniej ulegały procesowi destrukcji w rękach młodego "kolekcjonera" :)
Zbieram, więc jestem.
Awatar użytkownika
wordlord
Site Admin
<b style='color: #ff0000'>Site Admin</b>
 
Posty: 7997
Rejestracja: 13 Sty 2009 20:36
Miejscowość: Łódź

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez archi.bzyl » 17 Sty 2016 21:25

a ja z innej beczki
nazywam to dylemat numizmatyka - jako ze wiekowo jestetem już 40 :) "metale" zbieram od lat 11 , mieszkam w belgii zaczelo się od euro był okres ze posiadałem niemal wszystkie roczniki , nominaly i mennice euro obiegowych i okolicznościowych , niestety kupno mieszkania i remont - szanowna malzonka spstrzegla ze niezły kapital można by zarobić co nieco sprzedać , jasne poszly 1,5 euro francja , seria 2 euro z Watykanu i cala reszta tych najdroższych - kurde lza się w oku krecila jak przyszlo wystawić nawet 2 finlandie z 2004 roku
ale ja o czyms innym , w miedzy czasie zaimponowala mi polska miedzywojenna no i oczywiście mam niemalże wszystko w niezłych stanach (bez tych dyrastycznie drogich ) polskie sreberka powojenne , polskie obiegowe , teraz od jakiegoś czasu lubuje się w monetach europejskich sprzed drugiej wojny , ach te wzory herbow na monetach carskich ,austriackich czy pruskich .... czy to jest normalne żeby zmieniac tematykę kolekcji? no i mój największy dylemat , zostało mi bardzo dużo serii rocznikowych unc euro które tak naprawdę już mnie nie "kreca" , kolekcjonerskie 2 unc do roku 2011 niemalże wszystkie , kupa 2e luster , mam 1,5 euro francje air bus 2007r i kilka innych ; sprzedać - trzymać , sam nie wiem ,
może cos podpowiecie ??
archi.bzyl
 
Posty: 14
Rejestracja: 31 Sty 2009 07:35
Miejscowość: bxl,belgia

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez julk1 » 18 Sty 2016 00:57

Te dwójki euro to tak nisko spadły, z małymi wyjątkami, że w zasadzie są po nominale.
Ale napisz jak tam z polskimi monetami międzywojennymi w Belgii. Można cos takiego tam kupić? czy jest tam cos w rodzaju narodowego allegro? Nie chodzi mi o ebay.
Awatar użytkownika
julk1
 
Posty: 3753
Rejestracja: 28 Sty 2009 10:24

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez archi.bzyl » 18 Sty 2016 22:03

no wlasnie te nieszczęsne euro , jak na to wszystko patrze to czasami mysle ze kiedyś będą warte tyle co zelaza za czasów prl czyli wartość na wage ...
aha co do aukcji w belgii zapodam dwa najpopularniejsze linki jak mnie moderator nie ochrzani będzie ok ;)
http://www.kapaza.be/fr/monnaies - strona poswiecona w sumie wszystkiemu ale sa roznice jak np. w alledrogo - rejestracja jest uproszczona wpisujesz co chcesz , licytujesz jak wszędzie ale .... licytacja trwa do usran...j śmierci to sprzedawca wybiera najlepsza oferte lub nie ,niekoniecznie ten co da najwięcej wygra , z drugiej strony nawet jak dasz najwięcej wcale nie musisz kupic ot taki myk , platnosc gotowka -nie ma problemu widzisz co bierzesz , przelew - tu się robi dziwnie bo wyślesz kase niekoniecznie możesz dostać przesylke nie ma opinii , ale wiem z doświadczenia ze Belgowie sa inni jak polacy na kilkadziesiąt operacji dwie monety nie doszly , co do monet polskich zdazaja się i tu perełki do kupienia :)
i kolejny link zasady te same
http://www.2ememain.be/collections/monnaies/
archi.bzyl
 
Posty: 14
Rejestracja: 31 Sty 2009 07:35
Miejscowość: bxl,belgia

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez julk1 » 18 Sty 2016 23:14

Dziwne to wszystko...
Wygrywasz, a jednocześnie nie wygrywasz, bo sprzedający wybierze kogoś innego. Monetę dostaniesz albo i nie.
Awatar użytkownika
julk1
 
Posty: 3753
Rejestracja: 28 Sty 2009 10:24

Re: O monetach pół żartem, pół serio czyli Pamiętnik Numizma

Postprzez Grzegorz_Wroclaw » 18 Sty 2016 23:24

lotto :)
Grzegorz_Wroclaw
 
Posty: 8048
Rejestracja: 04 Kwi 2013 12:14
Miejscowość: Wrocław

Poprzednia

Wróć do Ogólne dyskusje o monetach

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości